sobota, 31 stycznia 2026

Kampania "Cień Kruka" - Part 1

Nowy rok, nowe wyzwania: Kampania Warheim 2026!

Ostatni dzień miesiąca to zazwyczaj czas na Figurkowy Karnawał Blogowy, ale nie tym razem! Dziś mam dla Was coś – mam nadzieję – soczystego.

W 2026 roku postanowiłem grać w Warheima bardziej regularnie. A co jest prawdziwą esencją tej gry? Oczywiście kampania! Zaprosiłem do wspólnej zabawy Elmina, który zgodził się na wstępne założenia i dał mi dużą swobodę w kwestii rozwoju fabuły.

New year, new challenges: The Warheim 2026 Campaign!

The last day of the month is usually time for the Miniature Bloggers' Carnival, but not today! Instead, I’ve got something—hopefully—juicy for you.

In 2026, I decided to play Warheim more regularly. And what is the true essence of this game? The campaign, of course! I invited Elmin to join the fun; he agreed to the initial premise and gave me a lot of creative freedom regarding how the story unfolds.

Nasz plan na ten rok:

Dwie kompanie na głowę: Każdy z nas prowadzi dwa różne składy, których losy będą się ze sobą przeplatać.

Regularność: Gramy jedną bitwę w miesiącu.

Cel: 12 epickich starć w ciągu roku. Czy uda nam się dotrzymać tego postanowienia? Przekonamy się za niecałe 12 miesięcy! :)

Nie zwlekając, przygotowałem szybkie wprowadzenie fabularne, po czym rzuciliśmy się w wir walki w mojej piwnicy.

Our plan for this year:

Two warbands each: We’re both running two different companies whose fates will intertwine.

Regularity: We’re playing one battle per month.

The Goal: 12 epic clashes throughout the year. Will we manage to stick to this resolution? We’ll find out in just under 12 months! :)

Without further ado, I prepared a quick narrative introduction, and then we dove straight into the action in my basement.




Pierwsze starcie: Złoto kontra Zaraza

W tej bitwie Elmin poprowadził do boju Złotą Kompanię (korzystając z zasad Reiklandu), ja natomiast wcieliłem się w Szczurzego Króla i jego popleczników z klanu Pestilens.

Logistyka i zasady:
Scenariusz: Kaplica, którą w naszym przypadku reprezentował makabryczny stos ciał ułożony w samym centrum wioski.
Zasada specjalna: Ustaliliśmy, że jeśli Elminowi uda się ograbić dowódcę Skavenów, automatycznie odnosi zwycięstwo.
Mechaniki dodatkowe: Korzystaliśmy z zasad zdarzeń losowych, warunków specjalnych, obłędu, punktów kampanii, obozowisk oraz uszkodzeń pancerza.
Modyfikatory: Obaj zrezygnowaliśmy z zasad mrocznego paktu. Jako warunek specjalny wylosowaliśmy Marazm, a w trakcie samej bitwy przydarzyło nam się jedno zdarzenie losowe.

Battle I: Gold vs. Contagion

For this battle, Elmin led the Golden Company (using Reikland rules), while I stepped into the role of the Rat King and his followers from Clan Pestilens.

Logistics and rules:
Scenario: The Chapel, represented by a macabre mound of bodies placed in the center of the village.
Special Rule: We agreed that if Elmin managed to loot the Skaven leader, he would achieve an automatic victory.
Additional Mechanics: We used rules for Random Happenings, Special Conditions, Insanity, Campaign Points, Encampments, and Armor Damage.
Modifiers: We both decided not to use Dark Pact rules. For the Special Condition, we rolled Malaise, and one Random Happening occurred during the battle.

Wstęp do Kampanii: "Cień Kruka"

Dwa tygodnie drogi od bezpiecznych, choć surowych ziem Barona von Rabenfels, "Złota Kompania" przekroczyła niewidzialną granicę. Ostatnie skrawki cywilizacji ustąpiły miejsca opuszczonym folwarkom, zarośniętym traktom i wszechobecnemu poczuciu beznadziei, które ciężkim całunem spowijało te ziemie. Mała, zapomniana osada Trübsal (co w miejscowym dialekcie oznacza „Smutek” lub „Boleść”) – miała być pierwszym punktem zaczepienia w poszukiwaniach zaginionego szlachcica, Viktora von Rabenfels.

Jednakże, zbliżając się do Trübsal, powietrze stawało się coraz cięższe, lepkie i przesycone mdłym, niepokojącym zapachem – mieszanką stęchlizny, rozkładu i czegoś jeszcze gorszego, chemicznego i ostrego, co paliło nozdrza. Ptaki milczały. Wrony, zazwyczaj żerujące przy traktach, zniknęły, a nawet cienie sosen wydawały się nienaturalnie długie i upiorne.

Campaign Intro: "The Shadow of the Raven"

Two weeks' journey from the safe, albeit harsh, lands of Baron von Rabenfels, the "Golden Company" crossed an invisible border. The last remnants of civilization gave way to abandoned farmsteads, overgrown tracks, and a pervasive sense of hopelessness that draped the land like a heavy shroud. The small, forgotten settlement of Trübsal (which in the local dialect means "Gloom" or "Sorrow") was to be their first foothold in the search for the missing nobleman, Viktor von Rabenfels.

However, as they approached Trübsal, the air grew heavier, cloying, and saturated with a sickly, unsettling scent—a mix of mustiness, decay, and something even worse: a sharp, chemical tang that burned the nostrils. The birds were silent. The crows, usually scavenging along the roads, had vanished, and even the shadows of the pines seemed unnaturally long and ghostly.


Gdy w końcu zza karłowatych drzew wyłoniły się pierwsze chaty Trübsal obraz, który ujrzeli, był gorszy niż najczarniejsze przypuszczenia. Osada, zwykle chaotyczny zbiór lichych domostw i budynków gospodarczych, teraz przypominała martwą makietę. W oknach nie paliły się światła, z kominów nie unosił się dym. Drzwi do chat były albo otwarte na oścież, ukazując ciemne, puste wnętrza, albo zabite deskami w pośpiesznej, desperackiej próbie obrony. Na bruku leżały przewrócone wozy, skrzynki z gnijącymi warzywami i ludzkie szczątki – nie posiekane przez bandytów, lecz nienaturalnie wykrzywione, pokryte strupami i bąblami, z wargami wykrzywionymi w wiecznym krzyku. W powietrzu unosił się gęsty rój much.

When the first huts of Trübsal finally emerged from behind the stunted trees, the sight was worse than their darkest fears. The settlement, usually a chaotic collection of meager dwellings and farm buildings, now resembled a dead model. No lights flickered in the windows; no smoke rose from the chimneys. Doors were either flung wide, revealing dark, empty interiors, or boarded up in a hurried, desperate attempt at defense. Overturned carts, crates of rotting vegetables, and human remains lay scattered on the cobblestones—not hacked by bandits, but unnaturally contorted, covered in scabs and blisters, their lips frozen in an eternal scream. A thick swarm of flies hung in the air.

BITWA I: CAŁUN NAD TRÜBSAL

Prolog: Smród i Cisza
Trübsal nie przypominało już osady. Z oddali wyglądało jak szara plama na mapie jałowych ziem, ale z bliska okazało się gnijącą raną na ciele Imperium. Gdy oddział „Złotej Kompanii” minął przewrócony drogowskaz, uderzyła ich pierwsza fala smrodu – słodkawo-mdły zapach rozkładu, przemieszany z ostrym, chemicznym odorem palonej siarki.

Konie najemników, zwykle karne i nawykłe do huku bitewnego, teraz parskały nerwowo, odmawiając wejścia między pierwsze chaty. Kapitan wydał rozkaz: „Dalej idziemy pieszo. Pilnować szyku. Każdy, kto dotknie tych zwłok bez rękawic, zostanie tu na zawsze”.

BATTLE I: THE SHROUD OVER TRÜBSAL

Prologue: Stench and Silence
Trübsal no longer resembled a village. From a distance, it looked like a grey smudge on the map of barren lands, but up close, it was a festering wound on the body of the Empire. As the "Golden Company" passed a fallen signpost, the first wave of stench hit them—the sweet, sickly smell of rot mixed with the pungent, chemical odor of burning sulfur.

The mercenaries' horses, usually disciplined and accustomed to the roar of battle, now snorted nervously, refusing to enter the space between the first huts. The Captain barked an order: "We go on foot. Keep the formation! Anyone who touches those corpses without gloves stays here forever."



Serce Zarazy
Wioska była martwa. Na drzwiach domostw widniały pośpiesznie namalowane, żółte krzyże, mające rzekomo chronić przed morowym powietrzem. Nie ochroniły. W rynsztokach stała gęsta, zielonkawa ciecz, która zdawała się poruszać pod prąd. W centrum osady, tuż przed karczmą „Pod Czarnym Kozłem”, najemnicy dostrzegli to, czego się obawiali. Stos ciał, ułożony w makabryczny kopiec, dymił w chłodnym powietrzu. To nie był chaos – to był rytuał. Na szczycie kopca, wbity na pal, tkwił strzęp błękitnego płaszcza. Płaszcza, który nosił osobisty sługa Viktora von Rabenfelsa.

The Heart of the Plague
The village was dead. Hurriedly painted yellow crosses marked the doors, supposed to ward off the plague-breath. They had failed. A thick, greenish liquid stood in the gutters, appearing to flow against the slope. In the village square, right before "The Black Goat" inn, the mercenaries found what they feared most. A pile of bodies, stacked into a macabre mound, smoldered in the cold air. This wasn't chaos—it was a ritual. At the top of the mound, impaled on a stake, was a tattered scrap of a blue cloak. The same cloak worn by Viktor von Rabenfels’ personal servant.

Wyjście z Cienia
Właśnie wtedy ciszę rozdarł dźwięk, który sprawił, że krew zastygła w żyłach nawet najbardziej doświadczonym weteranom. To nie był ludzki krzyk. To był niski, metaliczny pogłos dzwonu, ukrytego gdzieś w głębi karczmy.

Z oparów mgły, z piwnic i spod zapadniętych dachów, zaczęły wyłaniać się postacie. Garbate, odziane w poszarpane, umazane gnojem habity. Ich oczy płonęły nienaturalnym, zielonym światłem spaczenia. Pomiędzy nimi kroczył on – Szczurzy Król. Monstrum większe od człowieka, którego futro było rzadkie i posklejane ropą, a spod jego płaszcza wydobywały się opary tak gęste, że rośliny u jego stóp czerniały i więdły w mgnieniu oka.

„Zabierz-ukradnij ich świeże-miękkie soki!” – zaskrzeczał potwór, wskazując na najemników rdzawym ostrzem. „Wielki Pan Zarazy pragnie-żąda ofiary!”

Out of the Shadows
At that moment, a sound tore through the silence that turned the blood cold even for the most seasoned veterans. It wasn't a human cry. It was a low, metallic toll of a bell, hidden somewhere deep within the inn.

From the mists, the cellars, and from beneath collapsed roofs, figures began to emerge. Hunched, clad in tattered, filth-stained habits. Their eyes glowed with the unnatural, green light of warpstone. Between them strode him—the Rat King. A monstrosity larger than a man, his fur sparse and matted with pus. From beneath his cloak billowed vapors so thick that the plants at his feet blackened and withered instantly.

"Seize-steal their fresh-soft juices!" the monster shrieked, pointing a rusted blade at the mercenaries. "The Great Lord of Decay craves-demands a sacrifice!"



Stawka
Wśród pisków nacierającego klanu Pestilens, najemnicy dostrzegli coś jeszcze. Przy pasie Szczurzego Króla dyndał skórzany mieszek – ten sam, który Viktor von Rabenfels zabrał z rodowej biblioteki. Dziedzic tu był. Albo wciąż tu jest, albo skaveni wiedzą, gdzie go zabrano. „Złota Kompania” nie ma wyjścia. Muszą wyrąbać sobie drogę przez to gniazdo zarazy, zanim sami staną się częścią dymiącego stosu w centrum Trübsal.

Rozdział 1 - Nieoczekiwana zamiana miejsc

Zimny, tłusty deszcz spłukiwał krew z pancerzy najemników, ale nie potrafił zmyć odoru siarki i zgnilizny, który przylgnął do nich w Trübsal. Odwrót był jedynym wyjściem, choć cena, jaką zapłaciła „Złota Kompania”, paliła mocniej niż rany.

W uszach dowódcy wciąż brzmiał trzask pękającej rzeczywistości. Widział to wyraźnie: oślepiający, szkarłatny rozbłysk magii Aqshy, po którym powietrze nienaturalnie drgnęło. W ułamku sekundy bitewny szyk przestał istnieć. Adjutant, jego najwierniejszy człowiek, zniknął, by pojawić się w samym sercu zarazy, u stóp potwornego Szczurzego Króla.

The Stakes
Amidst the chittering of the charging Clan Pestilens, the mercenaries spotted something else. Hanging from the Rat King’s belt was a leather pouch—the very one Viktor von Rabenfels had taken from the ancestral library. The heir had been here. Either he was still here, or the skaven knew exactly where he had been taken. The "Golden Company" has no choice. They must carve a path through this nest of pestilence before they, too, become part of the smoldering mound in the center of Trübsal.

Chapter 1 - An Unexpected Exchange

A cold, greasy rain washed the blood from the mercenaries' armor, but it could not cleanse the stench of sulfur and decay that clung to them. Retreat was the only option, though the price paid by the "Golden Company" burned deeper than their wounds.

The sound of reality shattering still echoed in the Commander's ears. He had seen it clearly: a blinding, scarlet flash of Aqshy magic, followed by an unnatural ripple in the air. In a split second, the battle formation ceased to exist. His Adjutant, his most loyal man, vanished, only to reappear in the heart of the contagion, at the feet of the monstrous Rat King.

Ostatnim obrazem, jaki zapamiętali uciekający najemnicy, był widok szlachetnego wojownika powalonego na kolana jednym ciosem rdzawej klingi, podczas gdy nad nim górowała parująca od oparów sylwetka skaveńskiego władcy. Magiczka Kolegium Ognia, blada i wycieńczona, ledwo trzymała wodze. Czy to jej dłonie splotły wiatry magii w nieszczęsny węzeł, czy może mroczne bóstwa zadrwiły z ich determinacji? Chaos, który nastąpił potem, był bezlitosny. Skaveński fanatyk, który nagle zmaterializował się pośród najemników, z demonicznym piskiem wdarł się na schody wieży strażniczej. Chwilę później głuchy odgłos uderzenia o ziemię zrzuconego z wysokości kusznika przypieczętował decyzję o ucieczce.

Widząc, jak magia Aqshy wymyka się spod kontroli, Kapitan wydał najtrudniejszy rozkaz: „Zwinąć szyk! Odwrót w porządku!”. Dyscyplina wzięła górę nad panicznym lękiem. Kusznicy zajęli pozycje osłonowe, szyjąc bełtami w każdą kosmatą sylwetkę. Szczęście uśmiechnęło się do nich w najmroczniejszej chwili – gęsta, toksyczna mgła zasnuła pole widzenia skavenom, a Morbiferus Rex zatrzymał swoje hordy, by celebrować splądrowanie placu.

The last image the retreating mercenaries saw was the noble warrior forced to his knees by a single blow from a rusted blade, while the steaming silhouette of the skaven lord towered over him. The Bright Wizard, pale and exhausted, could barely hold her reins. Had her hands woven the winds of magic into a disastrous knot, or had the dark gods simply mocked their resolve? The chaos that followed was ruthless. A skaven fanatic, suddenly materializing among the mercenaries, stormed the watchtower stairs with a demonic screech. A moment later, the dull thud of a marksman hitting the ground after being thrown from the height sealed the decision to flee.

Seeing the magic of Aqshy spiral out of control, the Captain gave the hardest order of all: "Tighten the ranks! Fall back in order!" Discipline triumphed over panic. The crossbowmen took up cover positions, lopping bolts at every furry silhouette. Luck smiled upon them in their darkest hour – the thick, toxic mist blinded the skaven, and Morbiferus Rex halted his hordes to celebrate the looting of the square.


Gdy kompania zatrzymała się głęboko w lesie, nadszedł czas liczenia strat. Raporty sierżantów brzmiały niemal jak cud: nikt nie zginął. Największe zdumienie wzbudził jednak widok wyłaniającej się z mroku sylwetki. Adjutant doczołgał się do swoich. Był zakrwawiony, jego błękitny płaszcz przypominał nędzne szmaty, ale żył. Czy skaven zlekceważył go, czy może gruby, rodowy kiras uratował mu życie – nie miało to znaczenia. Przetrwali.

Teraz, w mrocznych lasach, „Złota Kompania” przypomina zwierzynę. Trop Viktora von Rabenfels urwał się w dymiących zgliszczach karczmy. Z przodu poruszali się zwiadowcy, szukając choćby nitki z błękitnego jedwabiu czy porzuconego flakonu po drogiej esencji. Magiczka przesiała eter, szukając ciepła Viktora, który zostawiał po sobie smugę lśniącą niczym rozżarzony węgiel.

Nagle jeden ze zwiadowców nakazał ciszę. Obok świeżego odcisku szlacheckiego buta Viktora, w błocie widniały inne ślady. Długie, pazurzaste łapy i rudawe kępki wypadającego futra. Nie byli jedynymi łowcami w tym lesie. Słudzy Szczurzego Króla podjęli ten sam trop.

When the company halted deep in the forest, it was time to count the cost. The sergeants' reports sounded like a miracle: no one had died. The greatest shock, however, was the silhouette emerging from the darkness. The Adjutant crawled back to his own. He was bloodied, his blue cloak resembled pathetic rags, but he was alive. Whether the skaven had overlooked him or his thick, ancestral cuirass had saved his life – it didn't matter. They had survived.

Now, in the dark woods, the "Golden Company" felt like prey. The trail of Viktor von Rabenfels had vanished in the smoking ruins of the inn. In front moved the scouts, searching for even a thread of blue silk or a discarded vial of expensive essence. The Wizard sifted through the Aethyr, searching for Viktor's warmth, which left a trail glowing like red-hot coal.

Suddenly, a scout signaled for silence. Beside the fresh print of Viktor’s noble boot, other tracks marked the mud. Long, clawed paws and tufts of mangy, reddish fur. They were not the only hunters in this forest. The servants of the Rat King had picked up the same trail.

1 komentarz:

  1. Było bardzo dobrze i bardzo klimatycznie! Nie mogę się doczekać kolejnej walki! :D

    OdpowiedzUsuń