poniedziałek, 29 maja 2017

Assault Cannon Scratch Build tutorial - XXXIII FKB Robimy rzeczy z innych rzeczy!

115 dzień w sieci.
Boże jaki długi tytuł... 


Kolejny miesiąc prawie za nami, więc czas na wpis z serii Figurkowy Karnawał Blogowy.
W ramach trzydziestej trzeciej edycji Dziad z Lasu na swoim blogu zagonił nas do robienia rzeczy z materiałów nie przeznaczonych do modelarstwa. Nie ukrywam, że temat bardzo przypadł mi do gustu. Pomysłów miałem sporo, ale wygrał ten, który w całości zrealizowałem korzystając ze śmieci :D Przed Wami budowa Assault Cannon do Warhammera 40 000.


Jak mogliście zobaczyć w poprzednim wpisie pracuję aktualnie nad siłami pancernymi dla moich marinsów, tak się jednak składa, że modele sprzedawane przez GW nie zawsze mają w pudełku wszystkie opcje uzbrojenia, jakie są według zasad dostępne dla danej jednostki. O Assault Cannon dla mojego Rhazorbacka musiałem się postarać sam. Zresztą ten typ broni występuje w wielu jednostkach Space Marinsów, a jak zobaczycie zrobienie go ze śmieci jest banalnie proste.




1. Naszym głównym budulcem będą patyczki kosmetyczne obecne w każdym domu.
2. Potrzebujemy 7 patyczków na każde działo.
3. Potrzebne będą nam obejmy - swoje pozyskałem z starego długopisu. Wkładamy równo przycięte patyczki w obejmy i voilà! Co do układania patyczków w obejmie -  najpierw wkładałem 6 zewnętrznych a potem ostatni środkowy tak, aby rozepchać pozostałe na swoje miejsca.


4. Nasze działo potrzebuje "korpusu". Wykonałem go z zabezpieczenia kadriża do drukarki, a dokładniej odciętego fragmentu.
5. Wkleiłem fragment pcv do wnętrza tak, aby lufy nie chowały się zbytnio w korpusie.
6.  Otwór z tyłu postanowiłem podzielić - w założeniu to otwory wentylacyjne.
7. Przyrządy celownicze (okrągłe optyczne urządzenia) wykonałem z patyczków kosmetycznych. :D
8. Szybka przymiarka.


9-10. Dolny support dla luf wyciąłem ze ścinek PCV, a lufę z zabezpieczenia pędzelka.
11. Sklejamy całość razem i dodajemy detale, nity etc.

Na tym etapie Assault Cannon jest skończony, teraz trzeba zbudować wieże tak, aby umieścić je na pojeździe. Moje działo, jak już wspomniałem, jest przeznaczone dla Razorbacka - powinno być zdublowane i umieszczone w wieży czołgowej.
Zbierzmy więcej śmieci i do pracy:


12. Materiały jakich użyłem - pozostałości wcześniej wspomnianego zabezpieczenia, części z niewielkiego zabawkowego samochodziku (pochodzącego z kinder niespodzianki), pusty nabój do pióra, patyczki kosmetyczne, plastikowa wykałaczka, fragment starego komputera i korek po tabletkach musujących.
13. Z naboju wycinamy krążki, które posłużą nam jako dystans między wieżą a działami.
14. Korek z opakowania tabletek przycinamy, od dołu wkleiłem standardową okrągłą podstawkę (okazuje się, że są "prawie" tego samego wymiaru, co oryginalne wieże od GW). Krążki przyklejamy po obu stronach wieży. Za moją przednią płytę wieży robi fragment zatrzasku do starego procesora. Elementy samochodziku montuję na szczycie.


15. Ostanie drobnostki: Tył wieży osłoniłem fragmentem PCV, dodałem nity. Antenę wykonałem z naboju do pióra, patyczka kosmetycznego oraz plastikowej wykałaczki.



Do wieży dodałem dwa działa i skończone.


Jeszcze obrazek, jak prezentuje się na pojeździe w pierwszej warstwie podkładu.

Mam nadzieję, że się podobało.
Zapraszam do komentowania, dajcie znać co sądzicie lub pochwalcie się Waszymi budowami ze śmieci.
Jeśli temat się przyjmie, to może takie mikro tutoriale zagoszczą na blogu na dobre.

wtorek, 23 maja 2017

Czołgiem - Iron Hands Razorback Scratch Build

109 dzień w sieci...
Jak pogodzić życie i hobby....

Witajcie. Dziś zgodnie z zapowiedziami wpis o Warhammerze 40 000.
W ostatnich dniach skleiłem i zapodkładowałem mój pierwszy czołg dla Iron Handsów.
Przed wami krótka relacja z budowy od zera Rhazorback'a:



Za podstawowy materiał posłużyły mi ścinki płyty PCV, jakiej agencje reklamowe używają do wykonywania reklam, szyldów etc. Rozpocząłem od sklejania charakterystycznych boków pojazdu.


Następnie skleiłem korpus, aby pojazd nabrał gabarytów. Potem przyszła kolej na koła oraz gąsienice - chyba najtrudniejsza część modelu. Wykonałem je z poxiliny odciskanej w formie, za wzór posłużyła mi oryginalna gąsienica z Rhino oraz koło wykonane z zakrętki, plastiku i małej zębatki.


Dalej pozostałe płyty oraz włazy z PCV.


Po zamknięciu formy przyszła pora na przyjemności - detale. Trochę bitsów, części z zabezpieczeń
kartridżu do drukarki, części zabawek i starego zegarka. Nity z cienkiego pręcika PCV kupionego w sklepie modelarskim.


Ostanie detale - włazy oraz wieżyczka z miotaczem płomieni. I czołg gotowy. 





Jeszcze zdjęcia modelu w pierwszej warstwie podkładu. Rhazor Back prawie gotowy, aby dostarczać dzielnych Marinsów w sam środek bitwy. 

Praca nad tym modelem zajęła mi ok. 14 godzin, ale sprawiła dużo frajdy i satysfakcji. Jak na pierwszą taką budowę poszło nawet nieźle. Następne maszyny, które będę budował od zera prawdopodobnie nie będą się aż tak trzymać swoich pierwowzorów. 

Jak zawsze zapraszam do komentowania - dajcie znać co sądzicie :)

poniedziałek, 15 maja 2017

Zwierzoludzie - Herszt

101 dzień w sieci...
Pierwsze sto dni za mną...

Kolejny model, który czekał długie lata na pomalowanie, to Beast Chieftain produkcji Avatars of War. Przewodzi on mojemu zbrojnemu stadu Zwierzoludzi do Warheima.

Model sam z sobie bardzo ładny, ale moja kopia zawierała sporo błędów w odlewie, a nadlewki i linie podziału były dość trudne do usunięcia. Dostałem go dobrych kilka lata temu, więc nie wiem, jak to się ma do dzisiejszej jakości tej marki.

Co do malowania, to konsekwentnie użyłem tej samej palety, jak przy stronnikach. Wyszło dość ciekawie, ale nie jest to model, z którego jestem szczególnie dumny. Malowanie było trudne -  z modeli jakie dotychczas malowałem, ten sprawił mi największe trudności.

W najbliższym czasie będę zajmował się modelami do 40stki, co przyniesie mi nieco odpoczynku od zwierzaków.

To również wpis po okrągłych stu dniach istnienia bloga, więc czas na mikro podsumowanie.
- Opublikowałem 12 postów.
- Blog wyświetlono 2000 razy

Najważniejsze jednak, że blog motywuje mnie do pracy. Jestem pewien, że gdyby nie on i Wasze komentarze pod postami, to nie zrobiłbym połowy z tego, co udało się mi sklecić.

Pozostaje mi podziękować tym, którzy przez te pierwsze sto dni byli ze mną i liczyć na to, że zajrzycie tu jeszcze raz.

niedziela, 7 maja 2017

Zwierzoludzie - Szamanka

93 dzień w sieci
Pierwszy raz z metalem...

Są modele, które posiada się od dawna i aż wstyd, że nie zostały jeszcze pomalowane - wypalają dziurę na półkach. Sytuacja jest jeszcze gorsza, gdy modele te regularnie uczestniczą w grach. Nie można wtedy być ich pewnym - w końcu, jak każdy wie, pomalowane modele walczą lepiej.

Niechlubnym przypadkiem takiej figurki jest poniżej prezentowany model Zwierzoludki (może raczej Zwierzobaby?), obecnej w mojej kolekcji od bardzo dawna. Brała udział w wielu potyczkach w Mordheim i Warheim, z różnym skutkiem miotając zaklęcia we wrogów mrocznych bóstw.

Model wykonany przez firmę Heresy Miniatures, został odlany z metalu i przysporzył mi kilku trudności podczas malowania. Zapewne przez to, że nie nawykłem do zdobienia metalowych modeli. Postanowiłem wyróżnić szamankę spośród pozostałych Zwierzoludzi innym kolorem włosów/futra. Poza tym trzymałem się konwencji kolorystycznej, jaką przyjąłem dla reszty drużyny.



Tym sposobem jestem o krok bliżej do ukończenia malowania mojego oddziału Zwierzoludzi do Warheima. Pozostał mi jeszcze Herszt, Minotaur, Rydwan oraz Ogary Chaosu.

Jak zawsze zapraszam do komentowania.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Iron Hands Devastator Squad - szalone konwersje atakują 40ste tysiąclecie!

86 dzień w sieci
Drugi post w kwietniu, szaleństwo...

Ostatnio na przekór nawałowi pracy i napiętemu grafikowi zacząłem grywać w Warhammera 40 000, w związku z tym potrzebuję nowych modeli. Wyjąłem zatem nożyki, pilniki i postanowiłem popsuć trochę figurek.

Ale najpierw nieco wstępu :)

W świecie dalekiej przyszłości, gdzie trwa permanentna wojna, poprowadzę do boju zakon Adeptus Astartes Iron Hands. Wybór podyktowany został dwoma powodami: po pierwsze spodobało mi się tło fabularne tej frakcji, ich uwielbienie dla bioniki i zawołanie bitewne: "The Flesh is weak!". Po drugie lubię przerabiać figurki, a ta armia daje ku temu dużo możliwości.

Przed Wami drużyna ciężkiej broni wyposażona w gravcannony. Sierżant został złożony w całości z różnych bitsów, pozostali marines są konwersjami standardowego ludka z pudła "Bitwa o Marcragge". Figurki odlane zostały prawie w całości (tylko bolter i plecak są osobno), więc było z tym nieco zabawy.

Drużyna w komplecie

Sierżant





Figurka przed konwersją.

To mój pierwszy post związany ze światem Warhammera 40 000 i pierwszy, w którym prezentuję figurki po konwersjach, ale przed malowaniem. Dajcie znać, co o tym sądzicie :)

piątek, 21 kwietnia 2017

Wybrani i odrzuceni - XXXII FKB Szalone konwersje

77 dzień w sieci
Jeszcze nie umarłem...

Kwiecień plecień, bo przeplata trochę pracy, trochę pracy.
Jednym słowem kwiecień nie pozostawił wiele czasu wolnego na działania hobbystyczne, ale mimo to udało mi się nieco zdziałać.
Przed Wami wpis w ramach XXXII Karnawału Figurkowego.
Zapraszam do zapoznania się z historią tego motywującego przedsięwzięcia, rozpoczętego przez Inkuba w 2014 roku na blogu Wojna w miniaturze.

W tym miesiącu gervaz na łamach Bitewniakowych Pogranicz postawił naprawdę interesujące wyzwanie. Podniosłem rękawicę, zabrałem się do roboty i to moja odpowiedź na te trzy stopniowe zadanie :)

Część pierwsza - Legion

A raczej legionik.
Gervaz prosi o pokazanie figurek, jakie czekają jeszcze na swoją przygodę z pędzlem.
Jako, że moja przygoda z bitewniakami nie jest zbyt długa, to i ogromnej ilości niepomalowanych modeli nie mam.


Trochę modeli do 40'tki, z którą ostatnio rozpocząłem przygodę. Tutaj znajdują się grani przeze mnie Space Marine, modele tyrków, makiety z The Battle For Macragge i (nie wiem skąd obecny) oddział Kroot Carnivore Squad (Boże, jak te model mi się podobają), do tego niewidoczny na zdjęciu pojedynczy Gretchin z 2 edycji.
Zaraz obok szalona mieszanina modeli do fantasy battle, a raczej do Warheima. Trochę zwierzoludzi do dokończenia, oldhammery czekające na swój czas, gobliny pragnące zostać piratami i mała grupka skavenów.
Całkiem na lewo modele do LotR'a, czy raczej Hobbita.

Nie ma tego dużo, ale w moim tempie pomalowanie ich zajmie lata :D

Część druga -  Wybrani

Szukałem, szukałem i znalazłem - 2 modele, których konwersje rozpocząłem jeszcze dawno temu, gdy grywałem w Mordheim i o Warheimie słyszałem tyle, że podobno ktoś, gdzieś zrobił jakieś fanowskie zasady. W szale początkującego zapaleńca pociąłem figurki, połączyłem je i.... zostawiłem w szufladzie. Pełen obaw ruszyłem do ratowania tych modeli - bo, jak nie teraz, to pewnie już nigdy.

Prosto z szuflady

Pierwszy model jest konwersją staro-edycyjnego Gora na Ungora chorążego do Warheima. Ten model, zanim trafił do szuflady, był już prawie kompletny - niewiele miałem dodatkowej pracy.
Drugi to szalona hybryda identycznego Gora oraz oldhammerowego wojownika chaosu - w tym wypadku z szuflady wyjąłem sklejone nogi z torsem  - wszystko słabo dopasowane i opiłowane na pałę. Model miał przedstawiać Gora, który awansował do rangi bohatera, w związku z czym sprawił sobie cięższy pancerz. Zmieniwszy nieco antyczną koncepcję, postanowiłem dodać więcej futra - niech nasz nowy bohater będzie większy i dzikszy niż koledzy. Głowa powstała z wilczego łba z goblińskiej jazdy oraz części z nowych zwierzoludzi. Do tego "trochę" green stuffu i bestyjka gotowa do malowania.



Malowanie w tym samym schemacie kolorystycznym, co prezentowani już wcześniej stronnicy.
Pewne problemy sprawił mi sztandar, długo wahałem się nad jego kolorystyką. I choć freehand nie jest moją mocną stroną to, nawet jestem zadowolony, brudna szmata z niedbale wykonanym symbolem jakoś pasuje mi do beastmenów.

Tym sposobem udało się mi uratować modele, które już od dłuższego czasu były spisane na straty.





Część trzecia - Odrzuceni

Czas powiedzieć głośno to, co już dobrze wiem. Odrzuconymi w mojej kolekcji zostaną modele do LotR'a - wszystkie i bez wyjątku. Grając w Warheima i Warhammer 40 000 na pewno nie znajdę czasu na kolejny system.
A gdybym miał wybrać modele do malowania na półkę, to raczej sięgnę po inne, niż po kolegów pana Bagginsa.
Pozostaje tylko znaleźć dla nich nowy dom :)

Przykro mi panie Baggins

To na tyle w dzisiejszym wpisie.
Jak zawszę zapraszam do komentowania.

niedziela, 26 marca 2017

Za kapsel od piwa

61 dzień w sieci
Życie życiem a blog blogiem

Gdy rozpocząłem prowadzenie tego bloga, obiecałem publikować poza bitewniakami także teksty traktujące o grach RPG. Najwyższy czas wywiązać się z tej obietnicy.

W gry fabularne gram od wielu lat, a od piętnastu jestem narratorem opowieści. I choć jako mistrz gry wychowałem się na Dungeon and Dragons, to dziś prowadzone przeze mnie sesje niewiele mają wspólnego z tym kanonicznym RPGiem. Teraz składa się na nie autorska  mechanika i dużo opowieści - nazywam je storytellingiem ze wspomaganiem.

Dlaczego opuściłem krainę rzutów wiadrem kości i tabelek na każdą okazję? Dlaczego nie gram już w starego dobrego DnD'eka, czy inny system? Po co próbuję tworzyć swoją mechanikę, gdy w sieci jest ich od groma?

Może miałem dość graczy, którzy nigdy, przenigdy nie czytają podręczników? Albo dość pojękiwania, że systemy są nielogiczne? A może chciałem mieć narzędzie, które pozwoli zagrać od razu nawet tym osobą, które będą grać po raz pierwszy?

Cóż, chyba wszystko po trochu zaważyło na mojej decyzji.

Dziś chciałem podzielić się z Wami taką właśnie szybką mechaniką RPG. Bazuje ona na rozwiązaniach, które wielu z Was zapewne zna. I choć nie jest ona odkrywcza, to dobrze się sprawdza.

Ale zanim dobierzecie się do zamieszczonego poniżej skromnego PDF'a, krótka historia o początkach tej mechaniki.

Czas: początki studiów. Wyjazd na konferencję. Grupa zmęczonych całodziennymi wykładami studentów. Wieczorem pada propozycja - sesja RPG. Zero podręczników, zero scenariusza i do tego grupa mieszana - świeżynki i zaprawieni gracze. Dlaczego, by nie?

Zaczynamy:
- A w jakim klimacie gramy? Fantasy, sf? A może coś z filmów - będzie łatwiej dla nowych.
- Ok. Więc zagramy coś a la Men in Black. Jakieś jeszcze życzenia?
- Chcecie, aby miejsce akcji było wam znane? Dobra, to może Gliwice - każdy z nas zna.
- Tak, widziałem te lampy w pokojach. W ogóle pensjonat komuna na wypasie. Chcecie użyć tego klimatu? No dobrze, ja tu tylko będę prowadził.
- Podsumujmy. Gramy w Gliwicach, komuna nigdy nie upadła, mamy rok ok. 2000, a wy wcielacie się w agentów, który mają zając się sprawą kosmitów na terenie Politechniki Śląskiej. Coś pominąłem?
- Jest nas dużo. Mamy się dobrze bawić na tej jednostrzałówce, więc mechanika będzie prosta: każdy wymyśla sobie dwie cechy - jedną super (zaje**stość) i jedną wadę (ch**owizne). Mogą być odjechane, czemu nie. Teraz bierzcie po dwa kapsle do ręki, używacie super cechy dajecie mi żeton, ja używam waszej wady oddaje wam żeton. Prawda, że proste?

Sesja z tych, które zapadają w pamięć. Studenci jako pseudozombi sterowane przez kosmitów. Pojedynek na 12 piętrze Supersamu. Osiłkek rzucający Franią 3000 w kosmistów w prochowcach. Śmiertelna winda. Podejrzane kaczki na Kłodnicy i oldschoolowy robot pająk z promieniem śmierci na Placu Piastów w finale sesji. Dużo śmiechu, gracze z wypiekami na twarzy i tona, tona dobrej zabawy.

Tak się zaczęło. Gra na kapslach od piwa.
Z czasem pojawiła się potrzeba kostek - nie dla graczy, ale dla mnie, aby dodać element losowy i zdjąć z moich barków, niektóre decyzje. I to w zasadzie tyle.

Przed Wami pierwsza publiczna prezentacja tej prostej mechaniki.
Oczywiście to wciąż wersja robocza i jeszcze sporo pracy przede mną.

Mechanika
Karta postaci awers
Karta postaci rewers

Dajcie znać, co o niej myślicie.
Może spróbujcie coś zagrać.

Bawcie się dobrze.