sobota, 11 marca 2017

Planszówkowe Białe Kruki - (nie do końca) Figurkowy Karnawał Blogowy XXXI

46 dzień w sieci
Sam nie wiesz, co masz w szafie...

Po raz kolejny biorę udział w  Figurkowym Karnawale Blogowym. Tym razem dość przewrotnie nie pokażę figurek, ale coś z naprawdę starych planszówek. Nie da się ukryć, że to właśnie te tytułu przyczyniły się do tego, że ostatecznie wpadłem w szaleństwo gier bitewnych. Odkurzenie ich to podroż do dzieciństwa.

Ale najpierw, aby formalności stało się zadość:  XXXI edycję FKB prowadzi Grish na swoim blogu Fat Lazy Painter, a całą tę doskonałą zabawę rozpoczął Inkub na blogu Wojna w miniaturze
Tematem trzydziestej pierwszej edycji jest Biały Kruk - tak więc zajrzałem do szafy z największymi skarbami i oto one.

Na pierwszy ogień moja najbardziej ograna planszówka - Przekleństwo Mumii. 

Wiele godzin spędziłem wraz ze znajomymi przy tej grze produkcji Games Workshop, wydanej w Polsce przez Sferę. Nie ukrywam, że sporo czasu spędziłem przy niej również sam, bo ta gra z 1988 roku ma zasady dla gry solo (!). I to naprawdę działa!
Ta gra, po którą sięgnąłem nie długo po warcabach i Fortunnie, całkowicie wywróciła moje myślenie o grach. Trójwymiarowa plansza, dwunastościenna kość (która po raz pierwszy pojawiła się wtedy w nadwiślańskim kraju), różne postacie o odmiennych statystykach, potwory, zagadki, mumie, zamknięte sarkofagi i pościg w poszukiwaniu eliksiru nieśmiertelności - a to wszystko w klimacie niczym z filmów o Indiana Johnsie! Tak ta gra spędzała mi sen z powiek w dzieciństwie. 

Niedawno wraz ze znajomymi znów się pochyliliśmy nad nią i jak się okazało nie straciła ona ani trochę ze swojej magii, może wręcz odwrotnie. Na plus, poza niezwykle przyjazną instrukcją, zaliczyć można grafikę i krótkie, ale klimatyczne fabularne wstawki do spotkań, jakie odbywamy wewnątrz wielkiej piramidy. Doskonale wymyślony jest również sposób, w jaki poruszamy się po planszy - poza graczem aktualnie wykonywającym swoją turę pozostali uczestnicy gry mają możliwość zagrania na kogoś karty ruchu - w efekcie rywalizacja jest niezwykle zacięta, a postacie błądzą niczym w prawdziwym labiryncie.
Dziś ta gra jest dla mnie bezcenna.





Tuż obok na półce znajduję drugiego bohatera dzisiejszej opowieści.
Który z pisarzy zrobił dla nas zarażonych fantastyką więcej niż mistrz Tolkien? 
Ja należę do tych, którzy po dziś dzień czytują Władce Pierścieni czy Sirmallion z niegasnącym zapałem. Tym cieplej myślę o następnej grze, jaką chcę Wam zaprezentować. 

Przed Wami pierwsza polska planszowa wojenna gra strategiczna - Bitwa na Polach Pelennoru.

Oblężenie Minas Tirith rozpalało wyobraźnie na długo przed tym zanim ujrzeliśmy ją na ekranach kin. I niejednego zastanawiało, czy to mogło potoczyć się inaczej.  W tej przeznaczonej dla dwóch osób planszówce gracze odgrywają starcie sił Saurona i  Wolnych Ludzi. Gra jest dość skomplikowana, ale tym z Was, którzy grywają w bitewniaki nie powinna sprawić żadnych trudności.
Po przebrnięciu przez obszerną, ale pisaną zrozumiałym językiem instrukcję, można zasiąść do około czterogodzinnej rozgrywki i rzucić swoje armie - papierowe żetony - do morderczej walki na polu bitwy - dużej hexagonalnej planszy.
I mimo, że wydana przez Encore gra nie wygląda dziś imponująco, to nie grafika zachwyca w nej, a odwzorowanie klimatu książki. Mamy do dyspozycji jednostki doskonale znane z trylogii - ogromne olifanty (tudzież mumakile), dzikie ludy z Hardu, mnogość orków, Grandalfa i Króla Nazguli, Rohan naciągający jako posiłki i wiele innych smaczków. Wciąż mało? Katapulty miotające kamienie, ogniste kule, odcięte głowy, kubły z wrzącą smołą i czarodziejski taran wykuty w ogniach Mordoru. Tak to spełnienie  marzeń dla tolkienomaniaka. A grafika na pierwszej stronie instrukcji do dziś jest jednym z moich ukochanych obrazów fantasy.
Mój egemplarz to drugie wydanie gry opublikowanej w 1984r.





I na koniec gwóźdź programu, mój biały kruk: "nowiutki" Gwiezdny Kupiec 

I choć mój egzemplarz do dziś jest dziewiczy, to stanowi dla mnie również coś szczególnego. Dlaczego? Ta gra z 1982 roku nie posiada grafiki - naprawdę - to tylko tabele i żetony. Za to twórcy przed samą instrukcją umieścili opowiadanie wprowadzające graczy w świat gry -  i właśnie za to uwielbiam tę grę - porusza wyobraźnie. Olbrzymie fregaty handlowe przemierzające zimny kosmos. To jeden z kamieni milowych do mojego uwielbienia s-f. O wiele później czytając Diunę wracałem myślami właśnie do tej gry.
Dziś, gdy już po raz kolejny kończę lekturę instrukcji wiem, że w najbliższym czasie postaram się uczynić moją wersję gry używaną.





I to tyle ode mnie. Mam nadzieję, że nie zanudziłem Was okrutnie. Dajcie znać jak się podobało. Kto wie, może pojawi się tu więcej o grach na planszy.
A może ktoś ma ochotę na partyjkę? :)








wtorek, 28 lutego 2017

Fire Wizard - Figurkowy Karnawał Blogowy XXX

35 dzień w sieci 
Byle tylko zdążyć przed północą... 

Większości z Was nie trzeba przedstawiać inicjatywy Figurkowego Karnawału Blogowego, ale dla tych, którzy po raz pierwszy się z nim stykają szybkie wyjaśnianie. FBK to inicjatywa mobilizująca co miesiąc blogowe środowisko związane z grami bitewnymi. Wszystko rozpoczął Inkub w 2014 roku na blogu Wojna w miniaturze. Tematem XXX jubileuszowej edycji, wybranym przez  psborsuk'a na blogu  Borsuczy warsztat, jest epickość. 

Miała być epicka diorama, potem opowiadanie związane z figurką, ostatecznie udało się ukończyć tylko model. Przed wami Fire Wizard od Games Workshop wydany w roku 2000 w pudełku GW Toy Box FT03 przenoszącym modele z Talizmana 3ed do Warhammera. O wcześniejszych przygodach tego modelu możecie poczytać w poprzednim wpisie.

Gdy poznałem temat XXX odsłony nie miałem wątpliwości, że właśnie ten model trafi na warsztat. Jego poza i zwichrzona fryzura sama mówi o tym, jak epickie zaklęcie właśnie splata. 

Model malowało się bardzo przyjemnie i sprawił mi sporo radości mimo, że malowałem go ze sporymi obawami - to w końcu pierwszy ludzki model, jaki udało mi się popełnić. Zdecydowałem się na złamanie sztampowej kolorystyki magów ognia i nie żałuję. 

W przyszłości planuję zmalować wszystkich magów należących do tego zestawu, a każdy z nich znajdzie miejsce w drużynach do Warheima. 

Jak zawsze czekam na komentarze i rady na przyszłość.



czwartek, 23 lutego 2017

Na ratunek zabytkom - unpainting

30 dzień w sieci
Jak ten czas leci...

Po ostatnim wpisie dotyczącym starszych modeli, pozostałe, niedopieszczone i zapomniane prosiły się o uwagę.
Jednak ty razem sprawa nie była taka prosta, najpierw trzeba było się pozbyć zalegającej farby.
I skoro nie poskutkowała mieszanka wody z popularnym kretem, musiałem sięgnąć po bardziej radykalne metody. Odmówiwszy modły do bóstw modelarzy zaatakowałem modele płynem hamulcowym.

Mój wysiłek został nagrodzony - po chwili coś co wyglądało jak bryłki farby pokazało swoje prawdziwe oblicze. Tylko z jednego modelu farba uparcie nie schodzi ale nie podam się. Prócz tego przez swoje nadgorliwe szorowanie złamałem dwa miecze na szczęście reperacja nie będzie trudna.

Modele są naprawdę piękne i mają swój klimat - już nie mogę doczekać się malowania.
Poza metalowym wojownikiem chaosu wszystkie pochodzą z GW Toy Box FT03 – Wizards - pudełko wydane w 2000 roku przenoszące modele z Talizmana 3ed do Warhammera. Pochodzenia wojownika jeszcze nie odkryłem.

Zabieram się do dalszej pracy - jeszcze w tym miesiącu jeden z tych modeli musi zostać pomalowany.

A wy jakim figurkom daliście drugie życie?










środa, 15 lutego 2017

Zwierzoludzie - grupa Gorów

22 dzień w sieci
Pierwsze niedotrzymane obietnice...

Długo kazałem czekać na kolejny wpis i długo było by wymieniać wymówki dlaczego tak się stało, więc nie traćmy czasu i przejdźmy od razu do rzeczy:

Modele jakie dziś zaprezentuje są pierwszymi moimi figurkami - długie lata dzielnie walczyli nietknięci nawet podkładem - to od nich rozpoczęła się moja przygoda z grami bitewnymi. Dawno już zasłużyli aby trafić na warsztat.

Zwierzoludzie ci to stronnicy dla oddziału jaki przygotowuje na potrzeby gry Warheim.
Modele te odlane były w całości (poza tarczą) i przynajmniej dla mnie są ikonicznym staroedycyjnym beastmenem. Miałem spore obawy podając je konwersji ale wydaję mi się, że poradziłem sobie nieźle a figurki nie straciły swojego oldhammerowego klimatu.
Co do malowania to zależało mi na wyrazistych kolorach w związku z czym poeksperymentowałem z białym podkładem.

Zapraszam do oglądania i komentowania.







piątek, 3 lutego 2017

Bohaterowie Khazadów - uczę się malować

9 dzień w sieci
Lęk i wątpliwości...

No i nastał ten czas gdy muszę pokazać jakieś figurki. Niech zginę.
Jako, że ostatnio dobiłem do dwudziestej pomalowanej figurki w życiu trzeba przyznać, że jeszcze długa droga przed mną.

Poniżej modele jakie przygotowałem w ramach przygotowań do turnieju Warheim'a który niedawno odbył się w Katowicach. To komplet bohaterów oraz model wozu.

Na początek dowódca - Tan.
Tors oraz głowa pochodzi z dwarf warriors, pistolet z ironbreakerów oraz tarcza od Ścibora.


Kowal run - Runelord od Games Workshop 


Łamacz żelaza - Tutaj też pobawiłem się nieco w konwersje. Głowa i ramię pochodzi z zestawu Runelord widocznego powyżej. Tors z dwarf warriors od GW, tarcza od Ścibora.


Długobrody - tu chyba w całości dwarf warriors ale co do broni nie mam pewności. 


Wóz - dużo różnych części, ciężko wszystkie wymienić. 



Tak zaczyna się moja przygoda z malowaniem. 

Prócz tego korzystając z pierwszego wpisu w lutym troszkę o planach. 
W najbliższym czasie pojawią się tu następne modele - staro edycyjne modele zwierzoludzi.
Prócz tego przygotowuje już materiał na Figurkowy Karnawał Blogowy.
Planuje też co najmniej jeden tekst traktujący o RPG.

Pozdrawiam

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Po raz pierwszy u mnie - Figurkowy Karnawał Blogowy XXIX - Opowieść



5 dzień w sieci
Pora coś napisać... 
Figurkowy Karnawał Blogowy - to inicjatywa, którą śledzę od jakiegoś czasu. Tym razem postanowiłem wziąć w niej  czynny udział. Karnawał rozpoczął Inkub w 2014 roku (!) na blogu Wojna w miniaturze Tematem XXIX edycji, wybranym przez koyoth'a na blogu shadow grey, jest opowieść.

Postanowiłem popełnić jakiś kawałek tekstu.  Fabuła mojej opowieści jest inspirowana rozgrywkami Warheima, które odbyłem w Katowickim Innym Wymiarze. Miłej lektury.




*
Koła wozu grzęzły w rozmokłym po ostatnich deszczach gruncie. Zwierzęta chrapały i stękały wyszarpując raz po raz pojazd z leśnego duktu.
Brodate twarze podróżnych, ukryte pod szerokimi kapturami, były zmęczone i wymizerowane dniami spędzonymi na szlaku. Stalowe latarnie kołysząc się na wozie, rozświetlały mrok zalegający wokół.
Najpierw przyszła mgła. Mroźny, gęsty opar uniósł się przesłaniając okolicę i tłumiąc wszelkie dźwięki lasu. Białawe palce mgły zdawał się wpełzać pod ubrania i pancerze, mrożąc khazadów do kości. Dało się usłyszeć ściszone modlitwy do Valayi, mamrotane przez towarzyszących wozowi wojowników.
Las był pogrążony w złowrogiej ciszy nie dało się usłyszeć ni wycia wilków ni trzasku gałęzi. Bestie bez ostrzeżenia wypadły spomiędzy drzew na podróżnych.
Walka  była szybka i chaotyczna. Ciemność rozdarł szczęk stali i dzikie ryki zwierzoludzi. Khazadzi walczyli w ciszy. Na twarzach rozświetlanych wystrzałami z broni, malowała się ponura determinacja. Wiedzieli, że przyjdzie im polec na tej zapomnianej przez bogów drodze. Wrogów było zbyt wielu. Nie zamierzali jednak tanio oddawać swojego życia.
I tak, jak niespodziewanie wrogowie runęli na krasnoludów, tak samo niespodziewanie odstąpili. Po chwili pośród traktu rozoranego kopytami bestii chaosu, stali uwalani błotem i krwią khazadzi. Jednak nie wszyscy.

**
Tej nocy obóz klanu Porter był cichy i posępny. Nie odszpuntowano żadnej beczki. Nikt nie śpiewał pieśni. Nie podano nawet jadła. Większość khazadów zebrała się wokół ogniska, milcząco wpatrując się w ogień.
Choć nikt tego nie mówił, każdy z nich myślał o tym samym. Ich Tan nie przeżyje nocy. Wszyscy widzieli ranę. Plugawe ostrze bestigora pękło, zostawiając odłamki zardzewiałej stali w brzuchu ich wodza. Gorączka pojawiła się prawie natychmiast. Teraz złożony na wozie, walcząc z agonią, przekazywał swoją ostatnią wolę inżynierowi, który odtąd będzie dalej ich prowadził.
Ciszę,która zawisła nad ogniskiem, przerywał tylko chrobot noża o stalową miednicę - nieco dalej poza kręgiem, zawiesiwszy na gałęzi latarnię, jeden z wojowników golił swoją głowę. Nikt z pozostałych nie dziwił się temu. Umierający to jego szwagier, a on obiecał siostrze sprowadzić go bezpiecznie do domu.
- Szlachetny Długobrody, spójrz na nich. Zbici jak bezpańskie psy - krew z ogolonej czaszki zhańbionego skapywała na jego tors, który już niedługo pokryją tatuaże - pokrzep nas jakąś historią. Znałeś go przecież najdłużej.
Wydawało się, że stary wojownik niedosłyszał. Po chwili jednak  cichym, głębokim głosem zaczął snuć opowieść i choć jego oczy wciąż wpatrzone były w ogień, to on sam był gdzieś o wiele dalej.

***
Było to bodajże dziesięć lat po tym, jak osiedliliśmy się w twierdzy, z której teraz uchodzimy. Joahim ledwie został przyjęty  w szeregi wojowników, a już pchał się w najgorsze kabały.
Trzeba wam wiedzieć, że dziad jego Veit też miał niespokojny charakter. W swych młodzieńczych latach, wraz z grupą poszukiwaczy, wyruszył do przeklętego miasta Mordheim. gdzie postradał swój żywot w walce ze skaveńskim zepsuciem. Nim zmogła go jednak trucizna, zaprzysiągł swych potomków, aby nigdy nie marnowali okazji do wygubienia tej rasy szkodników.
Tak więc, gdy rozeszły się wieści o skaveńskich atakach na ludzkie osady, młody Joahim był jednym z pierwszych, którzy zgłosili się by wesprzeć w walce naszych sojuszników.
Wyruszyliśmy w pośpiechu w liczbie zaledwie dwunastu tarcz. Pewni siebie i żądni chwały.
Gdy dotarliśmy na miejsce, było już za późno. Bramy wioskowej palisady stały otworem, a strzechy budynków płonęły. Nigdzie nie było widać żywego ducha.
Ruszyliśmy szukać ocalałych, którzy mogli pochować się po domach.
Byliśmy młodzi i głupi. Szybko straciliśmy siebie z oczu,a nasi wrogowie tylko na to czekali.
Zaatakowali po trzech, czterech na jednego. Nie były to cherlawe szczurze dzieci, jakich się spodziewaliśmy, ale orkowie z gór. Ci sami, o których potem miało być głośno w okolicy.
Byliśmy w parszywej sytuacji. Zaskoczeni i przywaleni przewagą liczebną. Nie ukrywam byłem pewien, że zginę. Walczyłem bowiem sam przeciw dwóm orkowym wojownikom. Gdy już prawie leżałem, a sił stało mi jeno aby tarczą się zasłaniać, spostrzegłem mojego towarzysza. Walczył na jednym z balkonów pobliskiego budynku. Powaliwszy swego wroga pośpieszył mi z odsieczą.Nie czekał nawet, aż truchło orka upadnie. Skoczył z wysokości wprost na moich wrogów. Samym impetem powalił jednego. A szerokim cięciem pozbawił głowy następnego. Wyrwał mnie z odrętwienia i porwał na nogi, choć byłem wtedy bardziej ochłapem mięsa, niż towarzyszem. Tego dnia uratował mnie i trzech innych wojowników. I choć sam był nie mniej ranny od nas, to jego pasja zagrzewała nas do walki. Udało nam się przedrzeć, a kilka lat później wywarliśmy pomstę na herszcie tej plugawej bandy. Od tego dnia zawsze szliśmy w bój ramię w ramię. Nigdy bym nie pomyślał, że on wcześniej ode mnie wyruszy na spotkanie przodków.

****
Ze stosu unosiła się już tylko delikatna strużka dymu, gdy ruszyli w dalszą drogę. Ciało swojego wodza zmuszeni byli oddać płomieniom. Zbyt daleko bowiem mieli do rodowych, kamiennych grobowców, a w pobliżu zbyt wiele panoszyło się  padlinożerców, by powierzyć go ziemi.
Koła znów potoczyły się traktem, a buty zyskały kolejną warstwę błota i kurzu.
Z gardeł kazadów popłynęła pieśń przodków, do której dziś dodali kolejne imię.
Imię,  za które będą przelewać krew wrogów i wznosić toasty po bitwie, póki sami nie dołączą do pieśni.

sobota, 28 stycznia 2017

Szable w dłoń!

3 dzień w sieci.
Były komentarze ktoś to czyta.


Dziś coś z kategorii inne.

Brakuje Wam pomysłu na niedzielne zajęcie?
Donoszę, że jeszcze jutro (tzn. 29.01.2017) będzie można oglądać na zamku piastowskim w Raciborzu wystawę poświęconą broni białej, a konkretnie szabli. 
I co w tym takiego specjalnego? A to, że broń, którą możecie tam zobaczyć, pochodzi z prywatnej kolekcji rotmistrza Krzysztofa Wincentego Banaś herbu Dołęga. 
Trzeba przyznać, że kolekcja robi wrażenie - nie są to repliki tylko broń, która brała udział w walkach - więc jeśli interesujesz się bronią, bądź historią to się nie zawiedziesz. 
Mnie widok prawdziwych ostrzy zainspirował - szczęk oręża w trakcie sesji RPG, jakie będę prowadził, na pewno na tym zyska. 
Warto też wspomnieć, że to nie jedyna wystawa, którą można tam zobaczyć. Tuż obok częścią stałej ekspozycji jest wystawa Zamki i pałace ziemi raciborskiej - zawierająca szkice, zdjęcia, a nawet makiety założeń z okolicy.
Prócz tego godnym uwagi jest również sam zamek. Może to nie warownia prosto ze stron książek fantasy, ale stojąc na brukowanym placu przed kaplicą ciężko nie puścić wodzy fantazji i zobaczyć spacerujących szlachciców, trenujących rycerzy czy przygarbionego mnicha spieszącego na modły. 

Ale inspiracje to już inny temat.

Trzymajcie się.